zdjecie zdjecie zdjecie

 

zdjecie

 

 

   Mój przyjaciel popełnił 907 stron (2 tomy) monografii i uzyskał doktorat, wspaniale, gratulacje. To efekt 6. letniej pracy.
  Promocja pierwszego tomu odbyła się już 1. lipca w ramach obchodów  jubileuszu 90 – lecia nadania praw miejskich Miastu Czersk, a oba tomy ks. dr Zbigniew Straszewski prezentował 13. listopada w Odrach i w Czersku.
   Oddajmy głos niestrudzonej Kronikarce Sołectwa Odry, Tereni Grubczak (ja byłem tylko na promocji w Odrach): –

Uroczysta sesja Rady Miejskiej
w Czersku

   W piątek (1.07), w hali sportowej im. Romana Bruskiego, odbyła się XXII uroczysta sesja Rady Miejskiej z okazji jubileuszu 90-lecia nadania praw miejskich Miastu Czersk.
   Uroczystą galę zainaugurował czerski chór „Lutnia”. Licznie przybyłych gości witały władze Czerska. Na początku sesji został przedstawiony rys historyczny Czerska. Później radni podjęli jednogłośnie uchwała w sprawie uczczenia 90-lecia nadania praw miejskich Miastu Czersk. Samorządowcy minutą ciszy upamiętnili też nieżyjących działaczy samorządowych i społecznych Gminy Czersk. Po sesji przemawiali również zaproszeni goście.

   W Hali Sportowej im. Romana Bruskiego, zobaczyć  można było jubileuszową wystawę malarską, gdzie znalazły się prace z „Czerskiego Pleneru Malarskiego”. Kuratorką wystawy była Katarzyna Krysiak Kołatka.
   Po sesji zaplanowano chwilę wspomnień z naszej lokalnej, czerskiej historii. A wszystko to za sprawą promocji najnowszej – już czwartej – części „Zeszytów Czerskich”. Następny punkt programu to koncert Edyty Geppert (godz. 17.00) oraz promocja książki ks. dra Zbigniewa Straszewskiego pt. „Odry. Dzieje parafii na tle regionu południowych Kaszub”.


Teresa Grubczak, 2016.07.01

  

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

   Fot. T. Grubczak

   

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

 Fot. M. Skwirowska
 

 
 Promocja książki ks. dra. Zbigniewa Straszewskiego, w Odrach

  
   W niedzielę 13 listopada, w barze „Ranczo” w Odrach odbyło się spotkanie ks. dra Zbigniewa Straszewskiego z mieszkańcami parafii Odry, na którym prezentował on swoją książkę„ Odry. Dzieje parafii na tle regionu południowych Kaszub”.
   W spotkaniu uczestniczyli prof. Tadeusz Linkner, prof. Tadeusz Grabarczyk, ks. dziekan Andrzej Wałdoch i ks. proboszcz parafii Odry Mieczysław Patałuch. Na spotkanie przybyło bardzo wielu mieszkańców Odrów i okolicznych wsi.
   Na początku sołtys, a jednocześnie członek Rady Parafialnej powitał zaproszonych gości i zebranych mieszkańców. Podziękował w imieniu parafian za wspaniały dar, jaki pozostawił po sobie ks. Zbigniew mieszkańcom Odrów. W imieniu mieszkańców T, Grubczak wręczyła ks. Zbigniewowi bukiet kwiatów, a obaj sołtysi Zbigniew Wojtala i Zbigniew Stanke ofiarowali autorowi pamiątkowe upominki. Wzruszony autor dziękował za upominki i opowiadał o procesie powstawania poszczególnych rozdziałów, o zdobywaniu materiałów, dokumentów i ich opracowywaniu, o różnych historiach związanych z powstawaniem tej książki.
  Zaproszeni goście: prof. Tadeusz Linkner i prof. Tadeusz Grabarczyk wygłosili swoje opinie na temat prezentowanej książki, jej zawartości, ilości zgromadzonego materiału, dokumentów i fotografii. Profesorowie podkreślali ogrom pracy, jakiej dokonał ks. Zbigniew tworząc historię parafii Odry, docenili jej wartość historyczną i dokumentalną.
   Na koniec ks. Straszewski podpisywał zakupione na miejscu książki.
   W czasie spotkania wszyscy mogli poczęstować się kawą i ciastem tocząc dyskusje na tematy związane z historią Odrów.

 Teresa Grubczak, 2016.11.13


   Przy wręczaniu Księdzu dr. upominków okolicznościowych pomyślałem: – Trzech liderów lokalnej społeczności, dwaj Sołtysi i Ksiądz, trzech Zbyszków, trzech moich Przyjaciół.

zdjecie

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie zdjecie

Fot. T. Grubczak

   

   W 1978 roku kupiłem w Wojtalu 4.hektarowe gospodarstwo, od Pani Marty Bajerlajn (po Kraskowskim), które, po zbudowaniu Lorbasówki, stało się moją Małą Ojczyzną, gdzie przebywałem, co najmniej 2 dni w tygodniu, przez cały rok, i we wszystkie urlopy oraz okazjonalne dni wolne od pracy – do 2010 roku, potem, gdy przeprowadziłem się z Gdańska do Sulmina, już niestety rzadziej. Gdy Zbyszek objął w Odrach probostwo byłem w Wojtalu już 20 lat, miałem w Sołectwie Odry i w Gminie Czersk wielu przyjaciół i mentalnie byłem mocno osadzony w miejscowej społeczności. Dlatego źle mi się czyta w książce „Lesiński z Gdańska”, bo powinno być „Lesiński z Wojtala”.
   Bo gdybym mógł wybierać, chciałbym w Lorbasówce umrzeć, na tarasie, gdzie spotykałem się z przyjaciółmi, słuchałem ptaków i drzew, które posadziłem, a pleszka muskała mnie skrzydłem przylatując do gniazda.  
  Szybko Proboszcz Straszewski stał się dla mnie po prostu Zbyszkiem. Wiele, bardzo wiele żeśmy rozmawiali, nieraz burzliwie. Piąta Mojżeszowa i Księga Jozuego były wówczas najczęściej dyskutowane. On starał się wiarę we mnie umocnić, ja jego wiarę zachwiać. Żaden z nas sukcesu nie odniósł. Chociaż Ksiądz robił nadzieję mówiąc, że jestem bliższy Bogu od wielu takich, którzy  biegają do Kościoła. Tylko nie wiem , nadzieja to miała być dla mnie, czy dla Księdza. Przyjaźń jednak przetrwała.
  Dzięki niemu przeczytałem Biblię, Koran, komentarze do Talmudu i spaśny Katechizm, który mi kiedyś podarował. Teraz będę musiał przeczytać „Odry”. Chociaż, Kolega Zbyszka, ksiądz, powiedział do mnie: jak napisał 900 stron niech sobie sam czyta.
  Z tego, co wiem Zbyszek nie garnie się do pracy w administracji kościelnej, a szkoda, bo jest niewątpliwie administratorem zdolnym. Jeżeli jednak nie, to pewnie napisze rozprawę o Czersku i uzyska habilitację, a w konsekwencji „wyląduje” jednak w… administracji.
  Bardzo cieszy mnie sukces Zbyszka, tym bardziej, ze kiedyś gorąco namawiałem go do napisania rozprawy doktorskiej i nawet zaprosiłem do Wojtala mojego przyjaciela, prof. zw. dr hab. Janusza Symonidesa, który po rozmowie z kandydatem na doktoranta, zgodził się być promotorem pracy. Zbyszek ostatecznie wybrał promotora z kręgu kościelnego i była to chyba decyzja słuszna.
  

   Siedzieliśmy na plebani, przy kawie, gdy zapytałem, co byś mógł powiedzieć szczególnego o tym okresie, gdy studiowałeś materiały i rozmawiałeś z ludźmi? Przecież to 6 lat: –
   W czasie rozmów i studiowania materiałów fascynowała mnie historia, przedziwne czasem losy dokumentów, do których dotarłem. To było jakby przechodzenie do innego świata, do innego wymiaru.
   Nabyłem w tym czasie niemałą wiedzę historyczną o parafii i o regionie, ale przede wszystkim wiedzę o człowieku. Stwierdziłem, że budynki znikały, lub zmieniały się i zostawały w różnej kondycji, a pokolenia się wymieniały, ale człowiek pozostawał taki sam. Mentalność w zasadzie się nie zmieniła. Duch silniejszy od ciała.

 2016.12.08

 

   I jeszcze Terenia:-

 

Moje refleksje nad powstaniem książki
„ Odry. Dzieje parafii na tle regionu południowych Kaszub”
i nad jej autorem

 

    Ksiądz dr Zbigniew Straszewski jest postacią nietuzinkową. Zwyczajny chłopak z kaszubskiej wioski, uparty i ambitny. A dokonał tak wiele: skończył technikum, został księdzem, zaangażował całą parafię w dziele odrestaurowania kościoła i plebani w Odrach, brał aktywny udział w życiu tej małej społeczności, został doktorem, stworzył wspaniałą pracę historyczną, którą czytają prości ludzie i są zachwyceni. Ze wzruszeniem odnajdują w niej swoje dzieciństwo, młodość, opowieści rodziców i dziadków, spierają się między sobą ustalając fakty. Ta książka żyje w ich domach i w ich sercach.

A w Odrach, na początku nie było łatwo

   Po przyjściu do Odrów ks. Zbigniew Straszewski przeżył pewnego rodzaju szok widząc, w jakim stanie jest plebania i kościół. Chciał uciekać, wiedząc ile pracy będzie kosztowało go doprowadzenie wszystkiego do jakiegoś godnego stanu. W dodatku ks. Orzechowski nie ułatwiał mu zadania. Wszyscy parafianie przyzwyczaili się do jego dziwactw. Był to stary, schorowany człowiek.
   Ks. Straszewski to twardy i ambitny Kaszub. Nie poddał się. Wziął się do pracy i pociągnął za sobą całą parafię. Nie spał po nocach, planując remonty i cały czas myślał, skąd wziąć na nie pieniądze. Mieszkańcy parafii, widząc jego zaangażowanie włączyli się aktywnie i pomagali jak mogli. I tak w krótkim czasie kościół otrzymał nowe ogrodzenie, został odmalowany i odnowiony w oknach pojawiły się witraże, wymieniona została dachówka, posadzka, wyremontowano plebanię.
   I w czasie tych remontów ks. Zbyszek znalazł w starej szafie, w szufladzie, na strychu i w innych zakamarkach mnóstwo dokumentów z czasu budowy kościoła. Gdy zaczął je studiować doszedł do wniosku, że żal byłoby zostawić je i nie pokazać innym. Był tak poruszony swoimi odkryciami, że opowiadał o nich w czasie mszy i w rozmowach z parafianami. W końcu zaczął porządkować te dokumenty i zaczęła kiełkować myśl o spisaniu dziejów odrowskiej parafii. Za namową przyjaciół zaczął pisać i otworzył przewód doktorski. Pracował nad tą książką z wielką pasją i poświęceniem, zarywając noce, zapominając o jedzeniu.
   I tak po sześciu latach dostaliśmy to dzieło do rąk. Książka ta budziła i wciąż budzi ogromne zainteresowanie wśród mieszkańców Odrów. Na promocję książki „Odry. Dzieje parafii na tle regionu południowych Kaszub” przybyły tłumy, które nie mogły doczekać chwili, gdy wezmą to dzieło do rąk. I zapewne z tego powodu promocja znacznie się skróciła, bo uczestnicy spotkania tłumnie szturmowali stoisko, na którym można było nabyć książkę o Odrach, a potem prosili autora o podpis z dedykacją. Szkoda, bo miałabym wiele do powiedzenia na jej temat, po przeczytaniu pierwszej części. Chciałabym powiedzieć autorowi, jakich doznałam wzruszeń poznając historię budowy kościoła spoczywającą na barkach młodego, ale jakże zaangażowanego, wszechstronnie utalentowanego, wrażliwego na ludzką biedę księdza Juliana Zawadzińskiego. Poruszające są losy pierwszych księży pracujących nad powstaniem parafii w Odrach. Poznajemy cały proces budowy kościoła, różne projekty kościoła, ołtarzy, ambon, fresków na ścianach i suficie. Poznajemy historię dzwonów odrowskich, organów, organistów, rad parafialnych. Poznajemy osoby zaangażowane przy pracach projektowych, budowlanych, wykończeniowych i remontowych. Poznajemy życiorysy księży odrowskiej parafii, losy projektantów, rzeźbiarzy, malarzy. Ciekawe są historie cmentarzy, przydrożnych krzyży, kapliczek, wiejskich i kościelnych organizacji i wiele, wiele innych.
   Ks. Straszewski dokonał ogromnej pracy. Na 900 stronach poznajemy tysiące dokumentów, listów, sprawozdań, fotografii, wywiadów i innych materiałów archiwalnych. Praca ta to wielki dar, jaki swoim byłym parafianom zostawił po sobie ks. Zbyszek. Chyba niewiele jest parafii, szczególnie takich małych i stosunkowo młodych, które posiadałyby taką bogatą dokumentację swojego powstania. Jesteśmy mu bardzo wdzięczni za to.
   Za co szanuję ks. dra Zbigniewa Straszewskiego? – za odwagę i pracowitość, za talent reżyserski i krasomówczy, za otwartość i ambicję. Bo trzeba odwagi, żeby podjąć się takiego dzieła. Dzieła, które rozrastało się w trakcie pisania obejmując coraz szerszą panoramę życia odrowskiej wspólnoty. Ciągle pamiętamy jego wzruszające i piękne kazania. Uroczystości kościelne zawsze były dograne organizacyjnie i wspaniale wyreżyserowane. Często zapraszał zespoły, chóry, orkiestrę dętą. Brał udział w akcjach społecznych, festynach, spotkaniach z seniorami, strażakami, matkami, dziećmi. Zorganizował na łączce parafialnej teren do rodzinnej, sportowej rekreacji i tam urządzał imprezy dla rodzin, dzieci i ministrantów. Ambitnie walczył o to, aby Odry były przykładem dla innych zbiorowości. Oczywiście ks. Zbyszek nie jest bez wad: jest gadułą, ale ja też jestem, wścieka się, gdy coś nie idzie po jego myśli, uwielbia szybką jazdę – miał kilka stłuczek, no i pali papierosy jak lokomotywa.
   Co by nie mówić Odry zyskały ogromnie za czasu jego posługi w naszym kościele.
   Jesteśmy mu wdzięczni także za to, że dochował ks. Orzechowskiego, nie oddał go do domu opieki dla księży emerytów i mimo wielu problemów opiekował się nim aż do jego śmierci. Chwała mu za to.

2016.12.11, Kronikarz parafii Odry, Teresa Grubczak

  

   Może Ksiądz da Tereni odpust, bo kobieta warta tego, pełna empatii i grzechów mało. A za duszę moją nieszczęsną, może zmówi modlitwę.

2016.12.13