NIeduża książka, tyle ciekawa, co dziwna. W środkowej części wzruszająca, początek i koniec, jakby napisane inną ręką, jakby ktoś uznał, że należy jeszcze dopisać wprowadzenie i podsumowanie, i dopisał. Szkoda. Przeczytam ją jeszcze, ale tylko tę część, która mnie wzruszyła do głębi.
Prezentacja we wspaniałym wnętrzu Dworu Artusa. Za stołem prezydialnym wydawca Małgorzata Marchlewska, tłumacz Ludwik Kozłowski i jakiś Pan. Atrakcyjna Pani Małgosia z nikłym uśmiechem na ustach, jak zwykle, władcza i wyniosła, Pan Ludwik, jak żywe srebro, nieznany mi Pan – smutny. Obok na krześle młodość z gitarą, czeka na swoją chwilę. Na sali mignął mi Piotr z gorejącymi oczyma, wypatrujący ofiary, której  z pasją opowie swoje opinie, i historie.  

Gdy po paru dniach, w Galerii Piękny Świat wyjawiłem swoją ignorancję, co do Pana, Pani Małgosia żywo zareagowała: „Smutny Pan? Ależ to profesor Tadeusz Linkner, absolutny profesjonalista od Młodej Polski, po prostu geniusz!”. Zrobiło mi się głupio, że nie rozpoznałem geniusza.

 

Interesujące posłowie Autorki:
    Gdy w 1964 roku napisałam tę opowieść, nie znałam Polski, chyba że z książek i rozmów. Z tych rozmów z dorosłymi i młodocianymi, którzy w jakimś czasie żyli w Polsce, którzy byli Polakami lub Niemcami, dla których Polska była wspo­mnieniem dzieciństwa, a część ich życia pozostała w kraju, dotąd mi nieznanym, wyrosła we mnie wizja. Do tego doszła w zbiorze polskich opowiadań pewna krótka biografia bez daty urodzenia. Nigdy niepokonana tęsknota, która budziła się w rozmowach, szacunek, z którym ci ludzie mówili o Polsce, to dla mnie było powodem, by się intensywnie tym wszystkim zająć. Monika jest dzieckiem mojej wyobraźni. Monika nie rości sobie pretensji, by być prawdą. Dopiero w 1968 roku mogłam odbyć swoja pierwszą podróż do Polski. Byłam bardzo ciekawa, na ile możliwe lub niemożliwe było moje wyobrażenie, moja relacja. Gdy Polskę zobaczyłam, publikacja historii dziecka imieniem Monika okazała się nie tylko możliwa, ale stała się zobowiązaniem. Tym bardziej stało się to zobowiązaniem, że wtedy u nas w Republice Federalnej zaczęła się akcja na rzecz Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Jako pomnik dzieci, które podczas wojny przez okupację i obozy koncentracyjne straciły życie i zdrowie, ma zostać wzniesiony szpital dziecięcy, w którym nowe pokolenie polskich dzieci ma znaleźć leczenie i zdrowie.
Monika jest dzieckiem wojny. Monika jest dzieckiem Warszawy. Opisanie jej małego życia ma przyczynić się do tego, by wznieść Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Wysyłam więc swoją małą opowieść w drogę, w nadziei, że otworzy serca dla owych polskich dzieci, które stały się ofiarami obłędnej polityki niemieckiej, oraz dla tych dzieci, którym dziś możemy, zamiast ofiar poprzedniego pokolenia, nieść pomoc.
Akwizgran, w czerwcu 1969 roku

 Inge Kaufmann

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KJL/08’2008

Zdjęcia dzięki uprzejmości Pani Małgorzaty Marchlewskiej.