Po dwóch kadencjach pełnienia funkcji prezesa w KŁ OGAR (10 lat), nie licząc pełnionej funkcji w latach osiemdziesiątych, zdecydowałem się nie kandydować na kadencję następną. Decyzję podjąłem już wcześniej, bo po Walnym Zgromadzeniu w roku 2014. Potem na skutek namów Kolegów zacząłem się wahać, ale w końcu swoją decyzję podtrzymałem. Chociaż z sondażu, jaki mi przedstawiono wynikało, że wybory bym wygrał.

    Poświęciłem Kołu dużo czasu, energii i zdrowia. Zaliczyłem nawet policyjny dołek. I nie żałuję tego, bo ostatecznie, mój wkład w rozwój Koła OGAR jest znaczący. I, co nie mniej ważne, poznałem wartość wielu Członków Koła. Teraz, z perspektywy czasu oceniam, że w niektórych sprawach zbyt szybko i zbyt emocjonalnie podejmowałem decyzje, i ulegałem opiniom innych, ale nigdy nie uległem presji. Przez pierwsze 7, a może nawet 8 lat nie różniliśmy się z Jurkiem co do tego, co dla Koła jest ważne, a co najważniejsze i zgodnie Koło budowaliśmy. Potem w tych ocenach zaczęliśmy się rozchodzić. Co skutkowało, między innymi, zaniechaniem kupna działek przy tartaku, zaniedbaniem elektryfikacji schroniska, nie przyłożeniem starań o poprawę stosunków z Nadleśnictwem, nie powołaniem Pocztu Sztandarowego Koła – pomimo, że znalazłem chętnych, i co należy podkreślić reprezentacyjnych kandydatów.

    Ale w sumie, mariaż LESIŃSKI – LISZNIAŃSKI oceniam nieskromnie, jako bardzo korzystny dla Koła. Nie bez znaczenia w naszej pracy była przyjaźń. Jeszcze raz Jurek, za ten zgodny okres współpracy: DZIĘKUJĘ.

    Mój przyjaciel Edek Wach, jako nowy Prezes (wybór słuszny), może dla Koła zrobić wiele, pod warunkiem, że zada sobie trud niemały, trud bycia prezesem, nie de nomine, ale de facto, i gdy postawi na młodzież oraz gdy zdoła zmarginalizować tych Kolegów, którzy dla swoich małych interesów będą chcieli działać na szkodę Koła..

    Słuszność mojej "idei młodzieży" już potwierdza Drużyna Strzelecka i Sławek Dziewirz, którego udało mi się wypromować do Zarządu, szkoda, że Jurek Liszniański storpedował wniosek z Jarkiem Sobczakiem, że ze szkodą dla Koła nie mam żadnej wątpliwości.

    Wierzę, że udało mi się w Jarka wpoić, iż właśnie on jest w stanie poprowadzić Drużynę Strzelecką OGARA na najwyższy stopień podium, będąc członkiem Zarządu łatwiej mu byłoby cel zrealizować. Szkoda. Chociaż można to jeszcze naprawić, na najbliższym WZ. Słusznym okazało się też to, że zobowiązałem Stażystów do udziału w treningach strzeleckich. Zainicjowałem regularne treningi strzeleckie, osobiście zakupiłem i dałem do grawerunku puchary na pierwsze zawody i tak już, mam nadzieję, zostanie. Permanentne treningi strzeleckie i co roku zawody strzeleckie w Kole OGAR. Jestem przekonany, że Jarek z Kolegami nie zawiedzie moich nadziei. Co ja mówię, oni muszą stanąć na podium, bo są mi tego winni.

    Trzeba oczywiście przeznaczyć na strzelectwo niezbędne środki (na ten sezon w budżecie zabezpieczyłem 4 000 zł), a warto, bo ostatecznie nie od Łowczego zależy efektywność polowań (wpływy dla Koła), ale od umiejętności strzeleckich uczestników polowania. Każdy wysiłek Łowczego zmarnuje kiepski strzelec. Trzeba zarazić, a nawet zmusić Koleżanki i Kolegów do systematycznych treningów strzeleckich. Tak, jak Adama, moim zdaniem, zdopingowała Karolina.

    Sławek Dziewirz robi teraz to, co nie udało mi  się "wydusić" z Mirka Molskiego, niestety ani Zarząd, ani WZ (2014) w moich wysiłkach poprawy stanu mnie nie wsparli. Nawet namiętne tango, do którego Mirka zaprosiłem na balu OGARA, nic nie zmieniło. A ja naiwnie rokowałem sobie z tangiem duże nadzieje, i byłem pełen dobrej woli. 

    Na marginesie: – Nie byłoby Kolegi Dziewirza w Zarządzie gdybym, pomimo sprzeciwu dwóch Członków Zarządu, nie spowodował zaliczenie jego stażu (po statutowym okresie), żeby na WZ był członkiem Koła. Potencjał Sławka Dziewirza znalem tak, jak znam potencjał każdego byłego stażysty, ponieważ z każdym (poza Karoliną, Anią i Robertem, którzy mieli kompetentnych i najbliższych sobie opiekunów), praktycznie przez 2 lata stażu (zgodnie z uchwałą Zarządu) miałem bieżący, osobisty kontakt, i sprawowałem życzliwą nad nimi opiekę (poza opiekunami). Przez dwa lata, dwa lata, można człowieka poznać.

    Byłoby szkoda, gdyby Zarząd wprowadzoną z mojej inicjatywy praktykę (2 lata) przestał respektować, lub po prostu Uchwałę Zarządu unieważnił. Bo sprawdzenie kandydata przed przyjęciem na staż, okazało się ze wszech miar słuszne i nie kwestionowali jej nawet Członkowie Koła, których dzieci tę drogę przechodzili.

    Nie omyliłem się, jak  dotąd, co do oceny przyjmowanych do Koła w okresie pełnienia przeze mnie funkcji prezesa (1986 – 1989, 2005 – 2015), pomimo, że wielu przyjętych budziło u niektórych Kolegów kontrowersje (jak piszę wyżej), które potem okazywały się mylnymi ocenami, albo – co gorsza – jakimiś osobistymi animozjami, które zresztą funkcjonują do dzisiaj. Dotyczy to negatywnej oceny przyjmowanych, zarówno stażystów jak członków PZŁ.

    W pierwszej mojej kadencji (1986 – 1989) klasycznym tego przykładem był Kolega Jerzy Liszniański, przez wiele lat bezwzględnie eksploatowany w pracach gospodarczych Koła. Jurek ciężko pracował, a do Koła nie chciano go przyjąć – został przyjęty dopiero z mojej inicjatywy i długo mi to wypominano (sic!). Z nowszych przypadków negacji (ciągle robiono mi zarzuty) przyjętych do Koła to: Andrzej Matyjasik, Stanisław Kozyra, Krzysztof Kołodziejewski, Krzysztof Wysocki, Jakub Witkowski, a nawet rozbuchany (w sensie pozytywnym) Karol Kępa, który pełen inicjatywy aż prosi się o polecenie mu zadań. No i, że wspomnę jeszcze, stażysta Paweł Rozmarynowski, przyszły wielki polski archeolog. Dlaczego Paweł nie? Za kulturalny? Ciekawe, że negacja dotyczy głównie Kolegów związanych z obwodami 135 i 113.

    Winnym czuję się wobec dwóch Kolegów: – Paweł Stormowski nie musiał powtarzać historii Jurka Liszniańskiego, co prawda naprawiłem błąd, ale zbyt późno, za bardzo polegałem na opinii innych, bo przecież Paweł przed przyjęciem do Koła był wzorem kandydata na myśliwego. Co się tyczy Cezarego Gójskiego (1989) to nie zaliczono mu stażu nie przeze mnie, ale jednak z mojej przyczyny. Pomimo, że brał udział w polowaniach zbiorowych, indywidualnych i w pracach gospodarczych. A ponadto ufundował Kołu wiele materiałów budowlanych przy budowie przybudówki naszego schroniska, na obwodzie 119. Np. te płyty na ścianach przybudówki, to Cezary Gójski. Z Cezarym to było tak, jak w anegdocie o dwóch żydowskich dorożkarzach.      

    Szczerze życzę Ci Edku sukcesów. Będę zaciskał kciuki. Dbaj o Koło. 

 

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

zdjecie

 zdjecie  zdjecie  zdjecie zdjecie
    zdjecie    

Fot. T. Szurowski  

2015.08.08

 

    UWAGA. W ZAKŁADCE "ZAPISKI" ZAKŁADAM STRONĘ "Z KOŁA ŁOWIECKIEGO OGAR". JEŻELI KTOŚ Z KOLEŻANEK LUB KOLEGÓW ZECHCE COŚ NA STRONIE ZAMIEŚCIĆ – ZAPRASZAM. RÓWNIEŻ NA ZASADZIE: "AUTOR ZNANY REDAKCJI", POD WARUNKIEM, ŻE TREŚĆ BĘDZIE ZGODNA Z PRAWDĄ, A FORMA NIE BĘDZIE NAPASTLIWA.   

 

2015.09.10